,   |  Brak komentarzy  |  

Co robić gdy czujesz, że życie przecieka Ci przez palce?

jak zmienić swoje życie

Każdemu z nas zdarza się obudzić z myślą, że życie przecieka mu przez palce. Że, w mniejszym lub większym stopniu, marnujemy lub zmarnowaliśmy swoje najlepsze lata. Pół biedy, jeśli taka refleksja najdzie Cię dość wcześnie i jeszcze możesz coś z tym zrobić. Gorzej gdy obudzisz się zbyt późno, albo postanowisz poprzestać jedynie na użalaniu się nad sobą.
Prawda jest taka, że niezależnie od tego ile masz lat, możesz naprawić swoje błędy młodości i nadać życiu sensu. Chyba że akurat leżysz na łożu śmierci, ale wtedy pewnie nie czytałbyś tego bloga.


Co to w ogóle znaczy – marnować życie?

jak zmienić swoje życie

Ludziom czasem zdaje się, że nic w swoim życiu nie osiągnęli, choć jest to zupełna nieprawda. W końcu może być tak, że osiągnąłeś w swoim życiu bardzo dużo, jednak kompletnie nie w tych dziedzinach co chciałeś. Lub, co bardziej prawdopodobne, tak Ci się teraz wydaje.
Dlatego tak często ludzie, którzy odchowali wspaniałe dzieci mają poczucie, że niczego nie osiągnęli. Bo nie byli w Paryżu, nie wybudowali domu i w wieku 40 lat wciąż zasuwają na etacie za marne pieniądze.
Zdarza się, że są ludzie, którym udało się osiągnąć sukces zawodowy, ale żałują, że nie starczyło im czasu na założenie rodziny. Plują sobie w brodę, że ich najlepszy czas już minął, a cóż to za osiągnięcie – firma? Skoro doskwiera samotność…
Są też tacy, którzy poświęcili lata na kształcenie się w jakimś kierunku tylko po to, by pod koniec tej drogi zrezygnować, np. z powodu wypalenia zawodowego. Albo tacy, którzy są przed trzydziestką i dalej nie wiedzą, co chcą robić w życiu, jedynie miotając się między poszczególnymi dziedzinami.
Każdy z nas ma taki aspekt życia, który ucierpiał po to, by inny mógł się w pełni rozwinąć. A że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu – żałujemy, że nie osiągnęliśmy tego, co komuś innemu przyszło z łatwością.
A przecież doba ma tylko 24 godziny. Nie można mieć wszystkiego. Zawsze trzeba w jakiś sposób ustalić priorytety. Dlatego niektórzy osiągają sukces kosztem rodziny, inni mają wspaniałe dzieci, ale nie mieli przez to szansy na rozwój zawodowy… Nielicznym udaje się osiągnąć równowagę na każdym polu, ale wtedy odbywa się to kosztem wolnego czasu czy odpoczynku.


Za bardzo skupiamy się na przeszłości.

jak zmienić swoje życie

A właściwie – skupiamy się na rzeczach kompletnie nieistotnych. Przede wszystkim – myślenie tylko o przeszłości daje niewiele. Zwłaszcza gdy do głowy przychodzą nam jedynie plany, których nie udało się zrealizować.
Jednak z drugiej strony – warto czasem spojrzeć wstecz. Po to, by zobaczyć, jak daleko zaszliśmy. Jak bardzo się zmieniliśmy. Ile udało nam się osiągnąć.
Nie ma osoby, której całe życie byłoby kompletnie pozbawione sensu lub wartości. Gdy spojrzy się w przeszłość, szukając jedynie pozytywnych zmian, można się mile zaskoczyć. W końcu każdy ma jakieś osiągnięcia na koncie, chyba że całe życie przespał.
Chociaż… Ja ostatnie 1,5 roku w dużej części przespałam, ale i tak uważam, że udało mi się dużo osiągnąć.


Pomyśl o przyszłości

jak zmienić swoje życie

Jeśli, obiektywnie patrząc, zmarnowałeś życie, to masz dwa wyjścia. Olać temat i położyć się, czekając na śmierć, albo zrobić coś, co tę sytuację zmieni.
Jednak aby osiągnąć uczucie spełnienia w życiu, nie możesz skupiać się na tym ile krzyżyków masz już na karku. Nawet jeśli wydaje Ci się, że stoisz jedną nogą w grobie – z największym prawdopodobieństwem kompletnie się mylisz.
Średnia wieku w Polsce systematycznie rośnie. W 2014 roku wynosiła 73,8 lat dla mężczyzn i 81,6 lat dla kobiet. Czyli całkiem sporo. 
Zwłaszcza, że nie jest to wiek, w którym jesteśmy kompletnie niesprawni psychicznie lub fizycznie. W końcu do niedawna polski rząd chciał, aby mężczyźni pracowali do 67 roku życia.
Dlatego myśl o tym ile lat jeszcze przed Tobą. Niezależnie od swojego dzisiejszego wieku, możesz osiągnąć jeszcze bardzo dużo. Wymaga to jednak determinacji i pracy.
Ale przede wszystkim – należy sobie pewne rzeczy zaplanować. A potem systematycznie do tego dążyć. Jeśli poprzestaniesz tylko na marzeniach, prawdopodobnie nie osiągniesz nic. Rzadko to, czego chcemy, spada nam z nieba tak po prostu. Nawet szanse od losu trzeba umieć wykorzystać.

Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie

jak zmienić swoje życie

Czujesz się gorszy, bo jesteś w połowie swoich dwudziestych lat i dalej masz pierwszą pracę przed sobą? Jednocześnie widzisz, że praktycznie wszyscy w Twoim otoczeniu najprawdopodobniej zaczynali swoją karierę zawodową w przedszkolu? Nie ma co się załamywać. Poszukaj pracy, doszkalaj się, myśl o tym co chcesz w życiu robić. Nie każdy ma od pieluch ustalony plan na całe życie.
I tak jest w prawie każdej dziedzinie życia. Na niewielu polach ogranicza nas wiek. W końcu skoro sześćdziesięciolatek może przebiec maraton, a dwudziestolatek potrafi od zera zbudować imperium
Tak po prawdzie to chyba jedyną dziedziną życia, w której nie możemy osiągnąć sukcesu ze względu na wiek jest założenie rodziny. Niektórzy są zbyt młodzi, a niektórzy zbyt starzy na dziecko. Dotyczy to w szczególności kobiet.
W każdym innym przypadku – nie ogranicza Cię praktycznie nic.


Co robić, gdy czujesz, że życie przecieka Ci przez palce?

jak zmienić swoje życie

Dla każdej osoby, która budzi się z poczuciem, że marnuje swoje życie – mam jedną, najważniejszą radę. Nie zatrzymuj się na marzeniach, zamieniaj je w plany.
Z samego marzenia rzadko coś wynika. Gdy jednak określisz swój cel i rozpiszesz sobie kolejne kroki do tego, by je osiągnąć – masz duże szanse powodzenia.
Pamiętaj, że nawet najbardziej nierealne marzenia mogą dojść do skutku, gdy odpowiednio realistycznie rozpiszesz sobie kroki do ich osiągnięcia.
I najważniejsze – pamiętaj o przeszłości, lecz skup się na przyszłości. Najczęściej marnujemy swoje życie, bo nie chcemy zrezygnować z czegoś, co nas unieszczęśliwia tylko dlatego, że poświęciliśmy na to kawał czasu.
  |  Brak komentarzy  |  

Jak to jest z tym szacunkiem? Komu się należy?

szacunek
                
Zawsze byłam zwolennikiem myślenia, że szacunek należy się drugiemu człowiekowi z automatu. Nie ma nic wspólnego z wiekiem, statusem majątkowym czy pracą, którą wykonuje.
                Nic mnie jednak bardziej nie wkurza, niż ludzie, którzy mówią: „musisz mnie szanować, bo jestem starszy”. Mam taką cechę, chyba po babci, że jak ktoś mi mówi co mam robić, to ja automatycznie staję okoniem. Odechciewa mi się szanować kogoś, kto uważa to za mój obowiązek.

Czy starszym należy się szacunek tylko z racji wieku?

                W naszej kulturze, i chyba nie tylko naszej, bardzo popularne jest twierdzenie, że starszym osobom należy się szacunek. A ja zawsze zastanawiałam się – za co? Za to, że urodzili się wcześniej? Że mają więcej lat? Bo na pewno nie za to, że są mądrzejsi. Znam bardzo wiele osób, u których wiek nie idzie w parze z mądrością życiową. Jeżeli ktoś w moich oczach nie zasługuje na szacunek, to nawet wiek mu nie pomoże, sorry.
                Z resztą – często jest tak, że ten, kto najgłośniej domaga się szacunku, najmniej na niego zasługuje. Znałam kiedyś kobietę, która była idealnym odzwierciedleniem tej teorii.

Gdy ktoś nie jest dobrym człowiekiem…

szacunek dla starszych


                Ta kobieta miała czwórkę dzieci. Nie miała stałego partnera, więc na każde z nich przysługiwały jej alimenty. Nie były to zawrotne kwoty, ale chyba jednak w zupełności jej wystarczały, skoro nie była chętna, by znaleźć sobie jakąś pracę. Przez lata żyła na koszt własnego potomstwa.
                I wcale nie było tak, że nie mogła znaleźć pracy. Moja mama kombinowała jak mogła, żeby znaleźć jej jakieś zajęcie. Poruszyła niebo, ziemię i wszystkie znajomości. Ale tej nic nie pasowało. Bo za daleko, złe godziny pracy itd. Wymówek było całe mnóstwo.
                W końcu udało jej się znaleźć pracę, ale utrzymała się w niej tylko pół roku. Potem wróciła do siedzenia na dupie.
                Bo ta kobieta domem również się nie zajmowała. Utrzymywania porządku czy gotowania obiadów oczekiwała od jedynej córki. Dodam, że córka była wtedy nastolatką i uczęszczała do szkoły średniej. Po szkole musiała zajmować się domem, bo matka wolała leżeć plackiem na kanapie przed telewizorem.
                I właśnie ta kobieta była osobą, która najgłośniej krzyczała o szacunku. Miała tendencję do wyśmiewania się z innych, a gdy ci nie dawali sobie w kaszę dmuchać – kazała się szanować. Bo jest starsza. Nie powiem, gdzie mam szacunek do takich ludzi, ale spokojnie możecie się domyślić.

…albo po prostu nie szanuje innych…

szacunek


                Z resztą ostatnio spotkała mnie podobna sytuacja. Mam w znajomych na Facebooku koleżankę mojej mamy. Ta postanowiła ostatnio podzielić się artykułem, który podsumowuje obecne pokolenie. Że niby gorsze – z różnych powodów. Tylko, że ona ma dzieci dokładnie z tego pokolenia, które postanowiła tak ładnie podsumować. W związku z tym napisałam jej stosowny komentarz, bez obrażania i epitetów. Po prostu – zwróciłam jej uwagę, że w ten sposób komentuje własne dzieci, a przecież to ona je wychowała.
                W zamian usłyszałam (a właściwie przeczytałam), że powinnam bardziej szanować kogoś, kto zna mnie od pieluch. Tak jakby sam fakt, że ktoś mnie zna, i to od pieluch, do czegokolwiek mnie zobowiązywał. Przepraszam bardzo, ale jedynymi osobami, które szanuję tylko dlatego, że znają mnie od pieluch – to moja najbliższa rodzina. Nie mam zamiaru tego zmieniać. Równie dobrze mogłam jej odpisać, że mi też należy się szacunek, w końcu zna mnie od pieluch. Ale nie będę kopać się z koniem.
                No i wytłumaczcie mi, proszę, takie podejście. Ludzie, którzy nie szanują młodszych od siebie, sami oczekują szacunku. I to tylko ze względu na sam fakt, że mają w dowodzie wcześniejszy rok urodzenia. Nie rozumiem, i nigdy nie zrozumiem, tej logiki.

…szacunek mu się nie należy.

szacunek


                Idealnym przykładem na to są starsi ludzie w autobusie. Możesz jechać zaczytany lub zaspany, ale musisz zauważyć, że ktoś obok Ciebie oczekuje, że zwolnisz mu miejsce siedzące. Inaczej narażasz się na lincz, obraźliwe epitety lub zgryźliwe komentarze, które niby Cię nie dotyczą, ale jednak tak.
                Wracałam kiedyś autobusem po kilkudniowym pobycie w górach. Plecak prawie mi się rozpadał i był załadowany, do tego miałam torbę na ramię. Buty przemoczone, po tym, jak postanowiliśmy zrobić sobie spacer i po półgodzinie złapała nas ulewa. Na dodatek zaczynały się rozpadać i – przysięgam – trzymały się na stopach jedynie na słowo honoru. Taka zmarnowana i obładowana nieopatrznie zajęłam miejsce na „czwórce”, nad którą były poprzyklejane nalepki świadczące o tym, że to miejsca dla osób starszych i niepełnosprawnych. Miejsce było przy oknie. Na pozostałych siedziały kobiety, które były niewiele starsze ode mnie. Wszystkie razem miały mniej maneli niż ja.
                I wtedy do autobusu wsiadł grubas. Oczywiście, poza tuszą charakteryzował go również podeszły wiek, ale jego otyłość bardziej zapadła mi w pamięć. Zanim zdążyłam uświadomić sobie, że faktycznie – powinnam ustąpić miejsca, a także poprosić siedzącą obok kobietę, żeby mnie wypuściła jakoś (bo jak nie to tobołem w łeb) – grubas na mnie wsiadł. Że czy ja jestem ślepa, że nie widzę nalepek, że mam mu ustąpić teraz, natychmiast. A ja z tymi tobołami, bezradna, zaczęłam się tłumaczyć, że jestem obładowana, że muszę się przecież przecisnąć najpierw, zanim zerwę tyłek z miejsca dla księciunia. Ale naskoczył na mnie jeszcze bardziej, więc warknęłam tylko, że wystarczyło poprosić i uciekłam na drugi koniec autobusu (w miarę sił i możliwości, oczywiście).
                I tak się zastanawiam – czy nie wszystkim byłoby milej, gdyby ta rozmowa była bardziej kulturalna? Gdybyśmy prowadzili ją z uśmiechami na ustach, zamiast na siebie powarkiwać? A tak - ja miałam zepsute przedpołudnie, pan też nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na świecie…
                Na dodatek – oczekiwał on jakiejś oznaki szacunku, prawda? W końcu kultura ustępowania miejsca osobom starszym wynika właśnie z szacunku. A jednak mnie potraktował jak psa tylko dlatego, że jestem młodsza, i że nie wstałam od razu.
                Jakbyście się zastanawiali – pewnie upatrzył mnie sobie na ofiarę, bo ze zmęczeniem zamiast makijażu na twarzy wyglądam na szesnaście lat. Gówniarę łatwiej opieprzyć niż dorosłą kobietę.

                                                
                Na sam koniec – mam apel. Szanujmy siebie nawzajem. Niech to nie będzie obowiązek tych młodszych, by okazywać względy starszym. Niech również ci starsi szanują młodszych. Zanim kogoś obrazisz lub postanowisz podsumować – pomyśl, jak Ty byś poczuł się na jego miejscu.

                I pamiętajmy – choć szacunek należy się każdemu człowiekowi z automatu, nie oznacza to wcale, że jest on dany na zawsze. Poszanowanie w oczach innych bardzo łatwo jest stracić, a trudno odzyskać.
                Czasem wystarczy tylko, że traktujesz innych gorzej, niż sam chcesz być traktowany. Wtedy nawet wiek Ci nie pomoże.
  |  Brak komentarzy  |  

"To pokolenie schodzi na psy". Poprzednie też zeszło, i co z tego?

za moich czasów
                
Co jakiś czas po Internecie viralowo roznosi się artykuł o tym, jak to obecne pokolenie jest gorsze od poprzedniego. Bo obozy już nie takie jak kiedyś, sanepid wszystko sprawdza, harcerze nie wykopują już latryn, a ognisko to tylko na telefonie, łojezuśku. Faceci to pipki w rurkach, bo wojsko już nie jest obowiązkowe. Schodzimy na psy, nic tylko konsumpcja i czubek własnego nosa. Tacy jesteśmy okropni.

Że niby które pokolenie jest gorsze?

za moich czasów


                Mam taką myśl – ile jeszcze wody w Wiśle musi upłynąć, zanim do ludzi dotrze, że nie można pokoleń dzielić na lepsze i na gorsze? Każde pokolenie jest inne, bo wychowuje się w innych czasach i inne realia towarzyszą jego dorastaniu. Teraz każdy dzieciak w podstawówce ma smartfona, a ja się jarałam jak głupia gdy dostałam cegłę z Nokii w piątej klasie. Czy to znaczy, że jestem od tych dzieciaków lepsza? A niby dlaczego miałabym tak sądzić? W końcu to oni mają większe możliwości rozwoju niż ja. To tak, jakby mówić, że jesteśmy gorsi od dzieci z Afryki, bo one jarają się czystą wodą, a my wybrzydzamy przy wyborze soku pomarańczowego.

                Co gorsza, to pokolenie, które z taką łatwością ocenia ludzi młodszych, uważa się również za lepszych od tego starszego. Tak jakby nie zauważyli, że ci, którzy byli przed nimi – byli lepsi. Przynajmniej patrząc obiektywnie na kryteria, które są dla nich istotne.
Przed pokoleniem naszych rodziców była wojna. Ludzie walczyli za swój kraj, poświęcając życie i rodzinę dla dobra narodu. Ci, którzy byli przed nimi – znacznie więcej czasu spędzali na dworze, a jednocześnie pomagali rodzicom w prowadzeniu gospodarki czy utrzymaniu domu. Znacznie bardziej szanowali starszych. I myśleli, że bycie porządnym chrześcijaninem jest w życiu najważniejsze.

                Dzieci w każdym pokoleniu nie różnią się tak bardzo. Każde lubi psocić, bywa nieposłuszne i nienawidzi zwrotu „za moich czasów było lepiej”. Przynajmniej dopóki nie dorośnie.

Przeceniamy sentyment

za moich czasów


                Wiecie co? Ja wszystko rozumiem. Każdy ma sentyment do własnego, mniej lub bardziej beztroskiego, dzieciństwa. Niezależnie od tego jak to dzieciństwo wyglądało. Czy to jednak oznacza, że powinniśmy tak łatwo krytykować tych, którzy są od nas młodsi? I to tylko dlatego, że urodzili się w innych czasach i korzystają pełnymi garściami z możliwości, które daje im współczesność?

                Na dodatek ten artykuł, o którym wspomniałam na początku, wcale nie świadczy źle o dzieciach z obecnego pokolenia. Świadczy za to bardzo wyraźnie o ich rodzicach. To jest najważniejszy powód, dla którego nie rozumiem popularności tego tekstu. W końcu to nie dzieci decydują o tym, jak spędzą wakacje, tylko ich rodzice. Ci sami, którym nie podoba się, że ognisko to tylko na telefonie komórkowym. A przecież to jest spełnianie ich własnych oczekiwań!

Świat się zmienia, ludzie również

za moich czasów


                Zapominamy, że kolejne pokolenie oceniamy według kryteriów, które są już nieaktualne. Świat idzie do przodu i trzeba chociaż próbować za nim nadążać, jeśli nie chce się zginąć. Kiedyś wiele rzeczy wykuwało się na blachę, trzeba było mieć rozległą wiedzę na temat historii, literatury czy nauk ścisłych. Dziś wszystko można sprawdzić na urządzeniu, które każdy ma w kieszeni.

                I wiecie co? Bardzo dobrze. Po co zaśmiecać sobie głowę informacjami, które niekoniecznie przydadzą Ci się w życiu? Lepiej jest postawić na to, co może pomóc Ci się utrzymać. Jeśli chcę być inżynierem zajmującym się projektowaniem samolotów, to po co mi wiedza z zakresu budowy pantofelka? Żeby nie wyjść na ignoranta? A kto decyduje o tym, że jest się ignorantem?

                Cieszę się, że ludzie pomału uświadamiają sobie, że współczesne podejście do wiedzy jest mocno nieaktualne. Dużo czasu jeszcze minie, zanim nasz skostniały system edukacji również to zrozumie.

Dzieci wciąż bawią się na dworze, malkontenci!

za moich czasów
          Na dodatek pojęcie o tym, jak wygląda dzieciństwo współczesnego pokolenia, również jest mocno nieaktualne. Wiecie, że dzieci wcale nie spędzają całych dni przed telewizorem? Mieszkam naprzeciwko szkoły i wiem. W niedzielę odbywał się chyba regularny mord, bo czułam się, jakbym mieszkała obok przedszkola. W okolicach 13-14 muszę zamykać kota w domu, żeby nie został zbyt mocno wymiętoszony (bo lekcje się kończą). Kiedyś nawet takie dziewczynki chciały mi go ukraść.

                Dzieci bawią się na dworze. Nie wiem, dlaczego tego nie widzimy. Owszem – niejednokrotnie odbywa się to pod zwiększonym nadzorem. Ale to jest całkowicie zrozumiałe. W końcu czasy się zmieniły, na ulicach zrobiło się bardziej niebezpiecznie. Moja mama sama wie najlepiej, jak panikowała, że ktoś nas porwie albo zrobi nam coś złego. I kilka razy jej nadwrażliwość uchroniła moją siostrę przed nieprzyjemnościami.

Technologia to wcale nie jest samo zło

za moich czasów


                Z drugiej strony – nie demonizujmy tak technologii na rzecz zabaw na dworze. Owszem, dzieci dobrze się bawią, rozwijając jednocześnie umiejętności miękkie. Ale odcinanie swojej pociechy od komputera czy telewizora może zrobić z niej w przyszłości pierdołę.

                Nie chciałabym, żeby moja córka nie umiała obsługiwać smatfona czy komputera. Te umiejętności na pewno przydadzą się jej w przyszłości. Najlepiej radzą sobie te jednostki, które mają najlepsze zdolności adaptacyjne. Tak przynajmniej mówi teoria ewolucji.

                Cóż więc z tego, że Twoje dziecko będzie się bawiło cały czas na dworze, spędzi czas na obozie przy prawdziwym ognisku czy będzie potrafiło wykopać latrynę? Jeśli nie będzie umiało korzystać ze zdobyczy współczesnej technologii – nie poradzi sobie w życiu.
               

Zachłysnęliśmy się współczesnym światem

za moich czasów


Czasem mam wrażenie, że pokolenie moich rodziców zachłysnęło się możliwościami. Za ich czasów wcale nie było trudniej, niż za naszych. Trudności jednak polegały na czymś zupełnie innym.

                Za PRLu nie było wzmożonej konsumpcji, w sklepach nie było prawie nic, a człowiek musiał umieć sobie radzić. Nauczył się więc kombinować. Choć każdy miał pracę i mógł się utrzymać, niezależnie od wykształcenia, ludziom wcale nie było łatwo.

                A potem komunizm upadł. I rzeczywistość obróciła się o 180°. Nagle to, co było istotne, przestało takim być. A to, co nikogo nie martwiło – zaczęło spędzać ludziom sen z powiek.

                Kiedyś wszyscy mieli pieniądze, ale nie mieli co z nimi zrobić. Dziś można kupić wszystko – ale niewielu ma na to pieniądze. Tak jak nasi rodzice nie mogli dostać pomarańczy w sklepie, tak my mamy problem ze znalezieniem pracy.

                Zamiast więc krzyczeć i licytować się, które pokolenie jest lepsze, a które gorsze – musimy uświadomić sobie, że żadne. Jesteśmy inni, po prostu.

                Drodzy rodzice współczesnych dzieci i młodzieży – dajcie im przeżyć ich młodość tak, jak chcą. Współczesny świat jest pełen możliwości. Od tego wyboru można dostać kręćka. Nie wychowaliście pokolenia, które nie wie co robić w życiu, bo jest rozpieszczone. Po prostu możliwości jest zbyt dużo i nie potrafimy sobie z tym poradzić.


                Dajcie im żyć i cieszcie się, że mają możliwości, których Wy nie mieliście. Tak jak Wasi rodzice cieszyli się, że Wy mieliście szansę osiągnąć więcej niż oni.